O decyzji bycia widoczną. I o tym, dlaczego zapraszam do Aurellowej sesji
Nie interesuje mnie widoczność rozumiana jako ekspozycja, ani obecność sprowadzona do obrazu, który ma się spodobać, udostępnić lub zapamiętać na kilka sekund dłużej niż poprzedni, bo AURELLE nie powstało jako projekt wizerunkowy, tylko jako konsekwencja wieloletniej pracy z kobietami, które w pewnym momencie przestają potrzebować potwierdzenia z zewnątrz, a zaczynają potrzebować formy, która jest zgodna z nimi samymi, ich rytmem, odpowiedzialnością i sposobem bycia w świecie.
Sesje zdjęciowe AURELLE nie są więc sesjami w klasycznym rozumieniu tego słowa, ponieważ nie służą prezentowaniu ubrań, nie mają ilustrować kolekcji ani opowiadać historii o stylu, tylko zatrzymać moment, w którym kobieta decyduje się być widoczna bez potrzeby grania roli, poprawiania siebie czy tłumaczenia światu, kim jest i dlaczego wygląda właśnie tak, a nie inaczej.
Nie zapraszam do tych sesji kobiet „pewnych siebie”, bo to pojęcie jest puste i zużyte, ani kobiet „odważnych”, bo odwaga bardzo często bywa tylko głośną formą niepewności; zapraszam te, które są już po etapie sprawdzania, czy wypada, czy pasuje i czy ktoś to zaakceptuje, i które rozumieją, że forma — zarówno ubrania, jak i obecności — nie ma służyć podobaniu się, tylko utrzymywaniu porządku wewnętrznego.
Bycie ambasadorką AURELLE nie polega na promowaniu marki ani identyfikowaniu się z nią w sposób deklaratywny, bo nie interesuje mnie reprezentacja oparta na etykietach, hasłach czy zasięgach; interesuje mnie obecność kobiety, która swoim sposobem bycia pokazuje, że elegancja nie jest ozdobą, a decyzją, że spokój nie jest brakiem ekspresji, a jej najwyższą formą, i że kobiecość nie wymaga opisu ani uzasadnienia.
Aurellowa sesja zdjęciowa przebiega w tym samym tempie, w jakim powstaje ubranie — bez pośpiechu, bez nadmiaru bodźców i bez potrzeby uzyskania „najlepszego ujęcia”, ponieważ nie chodzi o obraz idealny, tylko o zapis chwili, w której ciało, forma i decyzja spotykają się w jednym punkcie, a zdjęcie staje się efektem tego spotkania, a nie jego celem.
Robię te sesje, bo od lat obserwuję kobiety, które doszły do momentu, w którym nie chcą już wyglądać na kogoś, tylko chcą po prostu być — obecne, wyraźne i spokojne — i wiem, że ten moment jest wart zapisania, nie jako dowód, nie jako inspiracja, ale jako ślad dobrze wykonanej pracy nad sobą i swoim miejscem w świecie.
Jeżeli czytasz ten tekst i masz poczucie, że to nie jest zaproszenie skierowane do Ciebie, to znaczy, że działa dokładnie tak, jak powinien; jeżeli jednak rozpoznajesz w nim swój aktualny stan, swoje zmęczenie nadmiarem i potrzebę formy, która nie konkuruje z Tobą o uwagę, wtedy wystarczy krótka wiadomość, napisana bez autoprezentacji i bez historii życia, bo decyzje tego rodzaju nie wymagają uzasadnień.
Odpowiadam osobiście.
Jak zawsze.
Iza Jałowiecka



